
Przez ponad trzydzieści lat zachowywałem się zawodowo całkiem rozsądnie. Od dwudziestu lat wykładam ekonomię. Byłem przekonany, że do końca życia — a w każdym razie do końca władz umysłowych — będę pisał w porządku: hipoteza, metoda, dowód, wnioski.
Na początku stycznia 2025 roku poszliśmy z żoną do Filharmonii Krakowskiej na koncert „Tango i Jazz” Stanisława Słowińskiego. Tytuł zapowiadał coś lekkiego, łatwego i przyjemnego. Skończyło się fascynacją.
Zacząłem słuchać jazzu. Jazz zrodził słowa. Szczególne słowa. Lata nawykowej obserwacji zjawisk społecznych nagle zaowocowały czymś niecodziennym.
Obserwacja treści typu „Dzieci Gwiazd” na You Tube spontanicznie skierowała mnie do albumu Bitches Brew Milesa Davisa. W ten sposób wyrosła pierwsza powieść, jaką napisałem — Ekonomia strachu.
Na jednych z zajęć z polityki handlowej spontanicznie pojawił się żart: a co gdyby nagle, pośrodku wszystkich napięć geopolitycznych, nieszczególnie zorientowana w lokalnych realiach grupa kosmitów wylądowała gdzieś na Ziemi? A co, gdyby taką szaloną historię opowiedzieć w rytmie „Ballad for Bernt” Krzysztofa Komedy, utworu znanego z filmu Nóż w wodzie? W ten sposób wyrosła druga powieść: „Lato na Wyspie Dębowej”.
Słucham jazzu i ubieram historie w rytm, napięcie, improwizację i kontrolowaną utratę kontroli.
Piszę o świecie, w którym ekonomia spotyka kosmitów, geopolityka zderza się z polską codziennością, a ludzie — niezależnie od planety i wymiaru — nadal próbują przekonać siebie i innych, że mają sytuację pod kontrolą.
Interesują mnie pieniądz, władza, odpowiedzialność, świadomość i ludzka potrzeba porządkowania rzeczywistości — zwłaszcza wtedy, gdy rzeczywistość zdecydowanie odmawia współpracy.
W moich książkach znajdziecie science fiction, metafizykę, czarny humor oraz miejscami zjadliwą satyrę społeczną i polityczną. Nie piszę jednak powieści po to, żeby czegokolwiek dowodzić. Od dowodzenia mam teksty naukowe. W literaturze wolę sprawdzać, co się wydarzy, kiedy eksperyment wymknie się spod kontroli.